Menu ...
Aktualności
O fundacji
Galeria
Twórczość Stypendystów
Audio
Statut Fundacji
Sprawozdania
Darowizny
Warunki otrzymania stypendium
Kontakt
|
 |
Misje w Kamerunie |
|
Tego lata, tj. 20 lipca, wyruszyłyśmy (Weronika Karch, Anna Kędzior, Zuzanna Kawulok,
Marta Kaczmarzyk, Karina Czyż i ja - Jolanta Mucha) wraz z siostrą Haliną Koćwin na
trwające miesiąc, misje w Kamerunie, w środkowej Afryce.
Do Kamerunu zaprosiła nas siostra Joanna Wala - Polka, która przebywa tam już
drugi rok. Właśnie ta osoba zorganizowała cały nasz pobyt w Afryce, podczas gdy, w Polsce,
zbierałyśmy pieniądze na zakup agregatu prądu i studni głębinowej w różnych parafiach
oraz przygotowywałyśmy materiały plastyczne i sportowe.

Szkoła, w której odbywały się warsztaty
Celem pobytu było zapoczątkowanie i zachęcenie kameruńskiej młodzieży do prowadzenia
warsztatów dla dzieci. W ciągu trzech tygodni starałyśmy się przekazać im pewne wartości np.
troskę o drugiego człowieka, szczerość itp. oraz rozwinąć manualną sprawność, ponieważ większość
nich nigdy nie miało w ręku nożyczek, kleju czy mazaków, ale mimo to są bardzo utalentowani.
Wszystkie te artykuły przywiozłyśmy z Polski, gdyż w Bafi nie można czegoś takiego zakupić,
a w stolicy tego kraju - Jaunde są bardzo drogie.
Każdego dnia (od poniedziałku do piątku) prowadziłyśmy zajęcia: kolorowanie - dla najmłodszych,
origami, rysunek, taniec i sport. Na początku przychodziło ok. 70 osób, później 100, 200... gdy
liczba ta przekroczyła 250 przestałyśmy liczyć. Warsztaty zawsze poprzedzone były wspólnymi
zabawami i śpiewem.

Zajęcia w klasie
Zajęcia odbywały się w bafijskiej szkole. Dzieci zawsze chętnie przychodziły na spotkania
z nami, ponieważ możliwość obserwowania białego człowieka (dotykanie włosów, skóry, paznokci)
było dla nich niezwykłym zjawiskiem. Najważniejszą przyczyną tak ogromnej frekwencji było to,
że wszystko, co stworzyli w czasie warsztatów mogli zabrać do domów, poznawali wiele nowych
technik i materiałów plastycznych oraz nikt nie stosował wobec nich przemocy (tak jak w szkole)
by utrzymać dyscyplinę. Najtrudniejsza dla nas była bariera językowa, gdyż należało posługiwać
się wyłšcznie językiem francuskim, a z tym miałyśmy znaczne problemy. Nieodzownym elementem
każdego wyjścia z domu stał się słownik i osoba, która chociaż w jakim stopniu posługiwała s
ię francuskim. Na szczęście, dzieci i młodzież wykazywali się ogromną tolerancją dla nas w tej kwestii.

Zabawa przed budynkiem szkoły
Weekendami wyjeżdżałyśmy poza teren miasta, w różne miejsca, by lepiej poznać życie Afrykańczyków.
Pewnej niedzieli pojechałyśmy z pewnym księdzem do bardzo oddalonej i biednej wioski na Mszę Świętą, która
odbywa się tam dwa razy do roku. Tamtejsza ludność z niecierpliwością oczekiwała na misjonarza.
Zazwyczaj w takich miejscowościach zamiast niedzielnych uroczystości odbywają się spotkania z katechetami.
Każdy z nich, z ogromną radością przeżywał Mszę Świętą tzn.: tańczył, klaskał i krzyczał (jest to normalne zjawisko).
Udział w takim wydarzeniu wywoływał niezwykły nastrój i emocje.
Do kraju powróciłyśmy 23 sierpnia. Pobyt tak daleko wiele nas nauczył, pozwolił poznać realia tego świata
i spojrzeć na niego z innej perspektywy. Gdy przeglądam zdjęcia i filmy z Bafi, zaczynam tęsknić za każdym dzieckiem.
Nasze serca pozostały w Afryce. Zadanie zostało spełnione, wszyscy byli zadowoleni i na ich twarzach
pojawił się uśmiech. Wyjazd ten był niesamowitą przygodą i niezapomnianym wydarzeniem ,do którego zawsze
będę powracać.
Jolanta Mucha
|